Reveal Hull

TRANSKRYPCJA DIAMOND LIFE

Diamond Life zanurza się w sześćdziesięcioletniej muzycznej historii Hull.

LUCY BEAUMONT: Witaj w Hull, to miłe miejsce. A jeśli jesteś stąd... witaj w Hull – już wiesz, że to wspaniałe miejsce!

Jeśli jesteś nowy w Hull, czeka Cię nie lada gratka!

Chciałabym się z Tobą podzielić kilkoma rzeczami podczas spaceru po Starym Mieście – można to nazwać prywatnym oprowadzeniem! Oto garść instrukcji, jeszcze zanim wyruszymy.

Jeśli planujesz słuchać Diamond Life podczas spaceru ze mną po Starym Mieście, upewnij się, że włączyłeś usługi lokalizacyjne na swoim smartfonie.

Przewiń stronę Diamond Life w dół, a znajdziesz mapę trasy. Kliknij ikonę „upuść pinezkę” po lewej stronie mapy. Niebieska kropka lokalizuje Cię na mapie, dzięki czemu możesz sprawdzić, gdzie na trasie się znajdujesz. Trasa zatacza koło i zajmuje około godziny. Odtwarzanie można wstrzymać w dowolnej chwili.

Przygotuj słuchawki; ruszamy.

To nagranie nosi tytuł Diamond Life i jest podróżą po sześćdziesięciu latach muzycznej historii Hull. Spaceruj bezpiecznie, pamiętając, że będziemy przechodzić przez kilka ulic.

Podczas spaceru wypatruj serii 10 pomarańczowych znaków. Znaki są w tym kolorze, ponieważ pomarańczowy jest jednym z kolorów miasta. Te znaki to punkty oznaczające trasę, Reveal Hull Way. Użyj aparatu telefonu przy pomarańczowych znakach, aby zeskanować znaczniki rzeczywistości rozszerzonej i uzyskać dodatkowe bonusy!

To wszystko, możemy ruszać. Najpierw idziemy do Priny Quay [Princes Quay].

W ciągu jednej godziny omawiamy 60 lat historii muzyki w Hull! Najlepiej zacząć od lutego 1970 roku. Hull było miastem przemysłowym z mocno rozwiniętym przemysłem rybnym. Whitefriargate było głównym centrum handlowym miasta, w którym w weekendy toczyło się hałaśliwe życie nocne.

Mick Ronson miał dwadzieścia kilka lat w 1970 roku, kiedy znalazł go John Cambridge. Mick malował linie na boisku do rugby dla Działu Parków Hull i nie chciał wracać do Londynu. Ale oferta grania z Davidem Bowiem była szansą na znalezienie się w zespole rockandrollowym, więc już kilka dni później nagrywał sesję Johna Peel’a dla Radio One. Jakie były tego skutki!

MICK RONSON: Moje muzyczne korzenie sięgają naprawdę daleko wstecz. Kształciłem się w muzyce klasycznej. Grałem na pianinie, skrzypcach i flecie prostym. Potem chciałem grać w zespole rockandrollowym. Grałem na skrzypcach, ale nie chciałem grać na skrzypcach. Chciałem być wiolonczelistą. Zanim można grać na wiolonczeli, trzeba najpierw nauczyć się grać na skrzypcach, potem na altówce, a dopiero potem wolno ci grać na wiolonczeli. Wtedy słuchałem takich osób jak Shadows czy Dwayne Eddy. A Dwayne Eddy, kiedy grał na gitarze, bo grał wszystko na strunach basowych, brzmienie miał bardzo zbliżone do wiolonczeli. Wtedy zdecydowałem, że będę grał na gitarze. I kiedy dostałem gitarę, grałem wszystko na strunach basowych tak jak Dwayne Eddy.

LUCY: Nazywam się Lynda Harrison i byłam jedną z założycielek Mandy and the Girlfriends, a było to 53, 54 lata temu i jestem tutaj, aby opowiedzieć trochę o tym, jak to wszystko się zaczęło w 1965 roku i jak odmienne było wszystko wtedy dla dziewcząt...

LYNDA HARRISON: Nazywam się Lynda Harrison i byłam jedną z założycielek Mandy and the Girlfriends, a było to 53, 54 lata temu i jestem tutaj, aby opowiedzieć trochę o tym, jak to wszystko się zaczęło w 1965 roku i jak inaczej było wtedy dla dziewcząt...

Nikt nie nazywał nas zespołem; nie było wtedy czegoś takiego jak zespoły, to były grupy. Zespoły to były orkiestry dęte. Był żeński zespół, Ivy Neeli, ale ona miała duży zespół, myślę, że około dwudziestoosobowy. Byłyśmy więc grupą. Żadna z nas nie była tak naprawdę muzykiem, ale miałyśmy to nastoletnie marzenie, bo wszystkie chodziłyśmy w sobotnie wieczory tańczyć lub bopować do muzyki naszych ulubionych grup. I oczywiście wszystkie grupy były chłopięce a my żałowałyśmy, że nie urodziłyśmy się chłopcami, żebyśmy mogły być częścią grupy chłopięcej, no tak.

LUCY: Lilly Bilocca zajmowała się skórowaniem dorszy w fabryce konserw rybnych w Hull. Po śmierci 58 rybaków w 1968 r. poprowadziła ogólnokrajową kampanię na rzecz poprawy warunków pracy, przewodząc grupie kobiet, które stały się "Rewolucjonistkami w chustach". Wysiłki jej i innych kobiet ostatecznie doprowadziły do zmian na trawlerach rybackich, w szczególności do korzystania z radiołączności na pokładzie. Duch miasta to twardy duch, który przyglądał się uważnie zmianom społecznym zachodzącym w przemysłowej Wielkiej Brytanii w latach 1960.

Punkt zwrotny między późnymi latami sześćdziesiątymi a wczesnymi siedemdziesiątymi był momentem kluczowym również dla Hull... młodzi oglądali muzyczny program Top of the Pops i zaczęli marzyć o graniu w zespole rockandrollowym. W międzyczasie Mick Ronson i inni członkowie Spiders from Mars koncertowali na całym świecie, a wyruszyli właśnie ze stacji Paragon Station w Hull.

COSEY FANNI TUTTI: Nazywam się Cosey Fanni Tutti i jest rok 1971. Wracam do domu, gdzie mieszkam na ulicy Prince Street, czyli na starym mieście w Hull. Przechodzę obok galerii sztuki Feren's Art Gallery i dochodzę do Whitefriargate. Skręcam w prawo, w brukowaną uliczkę, bardzo, bardzo, bardzo cichą. Wszyscy skończyli już pracę i pojechali do domu, sklepy są zamknięte. Idę dalej, skręcam w lewo, a potem w prawo, w Dagger Lane. Jest trochę ciemno. Prawie nie ma świateł ulicznych. A potem skręcam w lewo, w Prince Street. Jest mokro. Bruk jest mokry, mokry jest zwykle i bardzo zimny. Idę w dół uliczki i tylko na jej końcu tam, gdzie jest mały sklepik, widać światło. Dochodzę do drzwi, ulica Prince Street numer osiem. Nad drzwami widać tęczę. Wkładam klucz do zamka i wchodzę do domu numer osiem. Pies zbiega po schodach, by mnie przywitać. Zamykam drzwi i jestem w domu.

LUCY: Jeśli teraz idziesz ze mną tą trasą, najprawdopodobniej jesteś właśnie na Prince Street. Na początku lat siedemdziesiątych rejon Starego Miasta podupadł. Georgiańskie domy wzdłuż Prince Street kryły się między dokami a łukiem prowadzącym do kościoła Hull Minster. Numer 8 przy Prince Street stał się mało prawdopodobną siedzibą i domem Coum Transmissions, kolektywu muzycznego i performatywnego. Tę zróżnicowaną grupę założyło Mancunian Genesis P-Orridge, które wraz z Cosey Fanni Tutti, Chrisem Carterem i Peterem Christopheronem stało się grupą Throbbing Gristle.

Zatrzymajmy się przed numerem 8 na Prince Street 8 i posłuchajmy Cosey.

COSEY: Coum Transmission był w zasadzie kolektywem artystów lub też "artystów" w cudzysłowie. Był to kolektyw, w którym każdy mógł przyjść, wyrazić siebie, dołączyć do grupy. Albo po prostu przyjść i z nami porozmawiać. Byli wśród nas prawnicy, sekretarki, ludzie, którzy zobaczyli nas na ulicy i zastanawiali się, co robimy. Był jeden młody chłopak, którego ojciec był właścicielem hotelu Punch w pobliżu ratusza. A ponieważ mieszkał w mieście, widywał nas na skrzyżowaniu Whitefriargate, wiesz, tam, gdzie kiedyś był targ.

Zawsze trudno jest opisać, jak coś powstaje. Ponieważ zazwyczaj podlega kształtowaniu w czasie albo dzieje się natychmiast: chodźmy i zróbmy to. Mieliśmy wiele rekwizytów i były one co najmniej niecodzienne. Jak wózek, który zabieraliśmy ze sobą, z rekwizytami do robienia różnych rzeczy na ulicy. Stał się to małym obiektem samym w sobie i skończył na wystawie w Ferens Art Gallery.

Mieszkaliśmy głównie na górze i schodziliśmy po wodę. Na parterze było jedyne ujęcie wody. Było świetnie. Urządziliśmy je po swojemu. Udekorowaliśmy je na swój własny sposób materiałami, których używaliśmy do działań artystycznych, i różnymi bambotlami, oraz plakatami, które robiliśmy na różne występy Coum. To był fantastyczny budynek. Ludzie przychodzili i zostawali. W pewnym momencie mieszkali tam Hell’s Angels i lodziarz mieszkający pod numerem 9, który w pewnym sensie otwierał się od naszej sypialni. Sypialnia miała wykusz, który widzisz. To jedyny wykusz w tym rzędzie domów. Tam była nasza sypialnia. Poza tym był jeszcze jeden pokój, w którym przez jakiś czas mieszkał Spidey, Ian Evits. Nad dobudówką, gdy schodziło się po schodach, to kolejna część budynku, której już nie ma, był tak zwany pokój perkusyjny. Znajdował się tam oczywiście zestaw do bębnienia i wiele innych rzeczy, których używaliśmy podczas występów, takich jak manekiny sklepowe, różne, bety, materiały. Ale miał dziurę w podłodze. Można więc było zajrzeć do kuchni i porozmawiać z ludźmi, kiedy gotowali jedzenie. Albo zagrać w duecie, bo w kuchni mieliśmy też pianino. Mogłeś więc grać na pianinie, a ktoś mógł bębnić tuż nad tobą.

Miasto i mieszkańcy Hull są bardzo szczerzy i zdecydowani, kiedy coś sobie zamierzą, i to niezależnie od tego, czy chodzi po prostu o pracowanie w biurze i brak wiedzy o wszystkich rzeczach tego rodzaju, czy też o twórcze działanie. Mamy więc te dwa rodzaje ludzi, te dwie strony Hull. Myślę, że w pewien sposób się rozumieją. Może nawet zaistnieć jakiś konflikt, ale zwykle można go obejść, rozmawiając ze sobą i wtedy rodzi się to porozumienie.

LUCY: Coum Transmissions ostatecznie przekształciło się w Throbbing Gristle, kiedy Genesis P-Orridge i Cosey Fanni Tutti przenieśli się do Londynu, stając się pionierami muzyki industrialnej. Ale nie mogłoby się to wydarzyć bez platformy testowej, którą zapewniło Hull. Później Hull Time based Arts, Hull Art Lab i Hull Artist Research Initiative kontynuowały tradycję zabawy z miastem jako przestrzenią artystyczną.

Pójdziemy teraz w dół Prince Street i wejdziemy na Trinity Square.

Jesteśmy teraz na Trinity Square, w samym sercu starego miasta. Jeśli jest ładna pogoda, możemy tu chwilę odpocząć, a jeśli nie, możemy udać się na Trinity Indoor Market po lewej stronie klasztoru.

Folkowe odrodzenie w muzyce rozpoczęło się po drugiej wojnie światowej, a ten obszar Hull odegrał ważną rolę w tej historii. Folk Union One Club rozpoczął działalność w listopadzie 1963 roku w Old Blue Bell, tuż przy Market Place. Kluczową rolę odegrała w tym rodzina Watersonów, która stała się jednym z najpopularniejszych zespołów folkowych w Wielkiej Brytanii.

Eliza Carthy mówi nam więcej...

ELIZA CARTHY: Nazywam się Eliza Carthy, jestem córką dość znanych muzyków folkowych z Hull. Sama jestem muzykiem folkowym. Gram na skrzypcach, śpiewam tradycyjne, w dużej mierze angielskie, piosenki, a także piszę własny materiał, mam własny zespół. W tym roku obchodzę 32 lata występów.

MARTIN CARTHY: Nazywam się Martin Carthy, zajmuję się muzyką odkąd skończyłem szkołę, odkąd wyszedłem ze szkoły w wieku 17 lat i zakochałem się w gitarze, co raczej przeszkodziło mi w chęci grania w tej tradycyjnej muzyce, ponieważ nie było nikogo, na kim mógłbym się wzorować, musiałem wymyślać różne rzeczy.

LUCY: Lal, Norma i Mike Waterson byli sierotami wychowywanymi przez babcię. Jak Mike Waterson powiedział BBC:

"Zostaliśmy wychowani przez babcię, pokolenie wstecz, gdzie nie słuchaliśmy radia, nie słuchaliśmy telewizji, siedzieliśmy przy ognisku i śpiewaliśmy... mieliśmy poezję i dostawaliśmy wiersz - dzieci z lat sześćdziesiątych Hull - i trzeba było wrócić za tydzień i go znać. I to był szyling dla tych, którzy potrafili go zapamiętać".

MARTIN CARTHY: Dowiedziałem się o Watersonach, kiedy zorganizowali koncert, aby wydać trochę pieniędzy, które dostali. Musieli je wydać, zanim zostały im odebrane. Skontaktowali się z jednym z agentów folkowych, niejakim Malcolmem Nixonem, który prowadził klub folkowy Ewana MacColla, który wtedy nazywał się The Ballads and Blues. Jak wszystkie kluby folkowe były znane w tamtym czasie, to były lata pięćdziesiąte, a właściwie czterdzieste. Związek zawodowy górników, National Union of Mineworkers, szefem ich klubu folkowego był niejaki Arthur Scargill, który bardzo lubił brytyjską muzykę folkową.

LUCY: Martin Carthy odwiedził Lal Waterson w Hull. W tym czasie poznawał jej siostrę Normę w 1972 roku. Był pod wrażeniem jakości piosenek Lal i Mike'a i odegrał kluczową rolę w nagraniu ich w Londynie w maju 1972 roku. Bright Phoebus był przełomową płytą, łączącą tradycyjny folk z akustycznymi i elektrycznymi instrumentami. Martin i Norma pobrali się, tworząc jedną z najbardziej wpływowych dynastii folkowego odrodzenia.

MARTIN CARTHY: Wszyscy spotkaliśmy się w tym małym teatrze. Ta kobieta podeszła do mnie, a ja się odwróciłem i zakochałem, a ona spojrzała na mnie i też się zakochała. W tamtych czasach nazywała się Norma Anderson. Pobraliśmy się około 1961 roku, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy i w 1972 roku, kiedy w końcu się pobraliśmy.

ELIZA CARTHY: Ludzie podchodzą do mnie cały czas i rozmawiają ze mną o Folk Union One i o The Bluebell. Dość często podchodzą do mnie ludzie, którzy są znacznie młodsi od moich rodziców i mówią: "Kiedy miałem 14 lat, zakradałem się tam". Odnoszę wrażenie, że Folk Union One był mekką dla młodych ludzi. Mówi się, że "nie da się zainteresować młodych ludzi muzyką folkową", a to nieprawda. To był ruch. To było po prostu najbardziej wibrujące i genialne miejsce dla młodych ludzi, gdzie mogli odkrywać różne rodzaje muzyki.

MARTIN CARTHY: Zwłaszcza muzyka ludowa.

ELIZA CARTHY: Większość ludzi, którzy na nie chodzili, była młoda. Jest powód, dla którego istnieje teraz tak ogromna publiczność złożona ze starszych ludzi, a to dlatego, że w latach 50-tych wszyscy byli nastolatkami, którzy słuchali angielskiej muzyki folkowej. Watersonowie w tym miejscu stworzyli atmosferę, która całkowicie to zaakceptowała i zachęcała do tego. I tak jak mówię, ludzie podchodzą do mnie cały czas, mówiąc mi dokładnie, jak to zmieniło ich życie.

LUCY: I w ten sposób, spacerując po starym mieście, możemy zastanowić się nad ciekawą bliskością zarówno w czasie, jak i miejscu odrodzenia angielskiego folku i początków muzyki industrialnej w Hull. Widzisz, tak naprawdę nie rozmawialiśmy o tym, prawda?

CHLOPIEC BEATS BUS: Co ci się podoba w Hull?
KOBIETA: Hull? Podoba mi się teatr, park.
CZŁOWIEK: Myślę, że to takie małe miejsce, gdzie ludzie są otwarci, to ich sprawa. Wiem, to trochę jak miasto, w którym wszystkim naprawdę zależy.
CHLOPIEC BEATS BUS: Muszę powiedzieć, że dworzec autobusowy i dworzec kolejowy są całkiem dobre. Całe centrum jest całkiem dobre, a ludzie są całkiem uprzejmi.

LUCY: Przechodzimy teraz obok słynnego Hepworths Arcade. Jeśli jest otwarty, zajrzyj do słynnego sklepu z dowcipami Dinsdale, który był inspiracją dla witryny Selfridges i dziesięcioleci żartów. Tutaj bezpiecznie przejdziemy przez ulicę i przejdziemy krótką odległość do Scale Lane. Skręcając w prawo w Scale Lane, zobaczymy wiele słynnych pubów w Hull. Manchester, Fretwells, The Lion and Keys, a następnie nowy most na rzece.

Hull zawsze było miastem pełnym muzyki: w latach sześciesiątych rozmowa w toalecie w klubie Sombrero doprowadziła do powstania nowego zespołu. Tak narodziła się Mandy and The Girlfriends, gdzie dziewczyny z wschodniej dzielnicy spotkały się z dziewczynami z zachodniego Hull.

eśli jesteś teraz w pubie Lion and Keys, odetchnij, usiądź na jednej z ławek i posłuchaj wspaniałej Lyndy z Mandy and the Girlfriends.

LYNDA HARRISON: Tak naprawdę stało się to dla mnie i mojej przyjaciółki Karen, która grała na organach, zupełnie przypadkowo. Dwie inne dziewczyny, Leslie i Hillary, chodziły do nocnych lokali w Hull i oglądały swoje zespoły, które uwielbiały. W rzeczywistości były groupies, groupies tamtych czasów, a my w ogóle ich nie znałyśmy. Miały marzenie, tak jak my, by być w grupie, mimo że nie miałyśmy talentu, nie umiałyśmy grać na żadnym instrumencie ani śpiewać. Tak się złożyło, że istniała grupa o nazwie Mandy and the Moon Rakers. Mandy była jej liderką. Pewnej nocy Hillary i Leslie złapały ją w toalecie klubu Sombrero i powiedziały: "Czy kiedykolwiek myślałaś o założeniu grupy złożonej wyłącznie z dziewczyn?".

Mniej więcej trzy lub cztery tygodnie później w gazecie pojawiło się ogłoszenie o treści "poszukiwane członkinie żeńskiej grupy". Hillary zadzwoniła pod ten numer i dowiedziała się, że to Mandy z Mandy and the Moon Rakers. Była tym trochę zdenerwowana, ponieważ oczywiście był to jej pomysł, no cóż, pomysł jej i Leslie. Leslie i Hillary dostały pracę, ale nie potrafiły grać na żadnym instrumencie. Jakie to niedorzeczne?

LUCY: Mandy and the Girlfriends odniosły sukces i koncertowały w Wielkiej Brytanii i Niemczech. Ich opiekunką była niejaka Pani Smith

LYNDA HARRISON: Pani Smith jest matką Mandy. Mandy nazywała się Mandy Smith. Matka Mandy była menadżerką grupy. Pewnego popołudnia przyszła do Karen z Mandy. Powiedziała, że tak właśnie postanowiła: „Ty, Linda i Mandy możecie występować w klubach.” W dzisiejszych czasach widzimy zespoły w drodze. Wtedy będziecie mogły nazywać się zespołem kobiecym, bo jest was trzy i to pozwoli na stworzenie miejsca, na to, żeby Hilary i Leslie dołączyły, kiedy nauczą się grać na instrumentach. Powiedziałam, że nie mogę, bo mój tata mi nie pozwoli, a pani Smith powiedziała, że będzie dobrze, a ja powiedziałam, że nie, bo wszyscy pracowaliśmy w sklepach, byliśmy sprzedawcami. Wróciłam do domu z pracy, a pracowaliśmy do późna w nocy. Wróciłam do domu około ósmej i wyjrzałam przez szparę w drzwiach kuchennych, a tam była pani Smith, mama Mandy, menadżerka grupy. Miała na sobie turban i zero zęba, a mój tata tego nie znosił, więc pomyślałem, jak do cholery w ogóle weszła do domu? W każdym razie słuchałam przez chwilę i usłyszałam, jak wymieniane jest moje imię, wzięłam głęboki oddech, zrobiłam znak krzyża i weszłam, a mój tata powiedział, żebym lepiej poszła na górę i przebrała się, bo wygląda na to, że dziś wieczorem zaśpiewam w pubie The Bar Room.

LUCY: Przechodząc od marzeń do rzeczywistości, kobiety w Hull kształtowały i zakładały nowe projekty muzyczne i performatywne, często wywodzące się ze środowisk robotniczych. Północny humor i estetyka prowizorki podkreślały eksperymentalny charakter twórczości, z której Hull stało się później znane. To zawsze było miejsce, w którym ktoś dał ci szansę albo miejsce na koncert. Podsumowuje to Cosey Fanni Tutti.

COSEY FANNI TUTTI: Wiecie, Hull w latach siedemdziesiątych było bardzo ponure. To znaczy, lata siedemdziesiąte były całe beżowe, brązowe i pomarańczowe. Więc dojście do Whitefriargate i zobaczenie tych wszystkich fluorescencyjnych kolorów i osób w dziwnych kostiumach było naprawdę wspaniałym sposobem na poznawanie ludzi w Hull. Naprawdę. A potem można było wziąć udział, jeśli się chciało, lub po prostu obserwować, co się dzieje.

LUCY: No właśnie, to jest „branie udziału" i determinacja, by „mówić jak jest...". To jest esencja Hull, która doprowadziła do tego, że w 2017 roku stało się ono Miastem Kultury.

Jodie Langford jest kontynuatorką tego prawdziwego ciągu muzyczek i poetek w Hull.

JODIE LANGFORD: Uwielbiam krzyczeć do mikrofonu, i słuchać odwzajemniających mi się ludzi, to po prostu nierealne doświadczenie. Naprawdę trudno to opisać, ale jest to zwyczajnie niesamowite ujście energii i myślę, że to naprawdę łączy ludzi i tak, to mnie naprawdę fascynuje, bo jest to po prostu coś, co zawsze chciałam robić; a teraz to robię i tak, to niewiarygodne.

LUCY: Dobrze, ruszajmy się dalej. Jeśli mieszkasz lub pracujesz w Hull, nie możesz uciec od głębokich związków miasta z wodą, zarówno rzeką, jak i morzem. Przejdźmy po tej prawdziwej maszynie do pinballa, jaką tworzy most zwodzony Scale Lane Bridge i udajmy się ze Starego Miasta do bardziej przemysłowej części Hull. Hull jako miasto jest nieodmiennie nieskończonym dziełem, a fale rzeki Hull odbijają ludzi, którzy nieustannie się przemieszczają.

ROLAND GIFT: Cześć, nazywam się Roland Lee Gift, ale większość ludzi zna mnie jako Rolanda Gifta.

Przeprowadziłem się do Hull z Birmingham, a miałem wtedy około 11 lat.

Przyjechaliśmy tutaj taksówką z lat pięćdziesiątych. Moja mama, facet o imieniu John, który z nami mieszkał, a ja miałem owczarka niemieckiego o imieniu Jack. Nasza czwórka przyjechała do Hull nocą.

Rano poszedłem do parku Pearson Park i było to dość magiczne, bo była wtedy gęsta mgła, która jakby otulała ziemię. Było zupełnie inaczej niż w Birmingham. Tam, gdzie mieszkałem, była bardzo mieszana dzielnica i to była jedna z rzeczy, które zauważyłem w Hull: było bardzo białe. Mieszkałem w miejscu, które było absolutnie monokulturowe pod względem rasowym i to było interesujące. Nie był to problem, po prostu było to ciekawe. Było zupełnie inaczej pod względem kulturowym.

To właśnie w Hull chyba po raz pierwszy zacząłem grać muzykę dla publiczności. W rzeczywistości było to na warsztatach, w Hull Community Theatre Workshop, które prowadziła Pam Della, i zrobiliśmy taki wieczór w stylu lat 1930., i tam po raz pierwszy zaśpiewałem na scenie. Zaśpiewałem "Miss Otis Regrets", która, jak sądzę mogła być piosenką Cole'a Portera, a potem zaśpiewałem piosenkę Ala Jolsona "Mammy". To był pierwszy raz, kiedy zaśpiewałam na scenie, ale wcześniej występowałem w przedstawieniach Hull Community Theatre Workshop. W pewnym sensie było to moje wprowadzenie do showbiznesu. Nie radziłem sobie zbyt dobrze w szkole, ale lubiłem zajęcia teatralne. Lubiłem sztukę i dramat, czyli wszystko to, czym tak naprawdę zarabiam na życie.

LUCY: To właśnie w takim momencie chwilach definiujemy ten dźwięk miasta, czyli Hull Sound, jako to, co wymyka się definicjom – ponieważ Hull jest miejscem, do którego przyjeżdża się bawić, eksperymentować i dowiadywać się o sobie różnych rzeczy, w wielu przypadkach poprzez dołączenie do jakieś grupy muzycznej czy warsztatów. To trwa do dziś, poprzez organizacje takie jak The Warren i Hull Truck.

Hull wydało z siebie stały strumień zespołów działających w latach 1980. Red Guitars, The Housemartins, Indians in Moscow, Everything But The Girl i The Akrylykz - wszystkie one powstały lub zgromadziły członków w Hull.

Opowieść kontynuuje Lou Duffy Howard z Red Guitars.

LOU DUFFY HOWARD: Nazywam się Lou Duffy Howard, jestem muzykiem, mieszkam w Hull od wielu lat i miałem to szczęście, że przez większość mojego życia zawodowego, mojego dorosłego życia, naprawdę dobrze się bawiłem grając muzykę. Czuję się za to naprawdę wdzięczny. Przyjechałem do Hull, ponieważ przemawiało do mnie to, że Mick Ronson pochodzi stąd, a był jednym z moich ulubionych gitarzystów, ale nigdy nie spodziewałem się, że będę miał tak wspaniałe muzyczne życie. Przyjechałem więc na Uniwersytet Hull i studiowałem prawo, co było dla mnie niewłaściwym kierunkiem. Ale skończyłem, skończyłem studia...

Miałem bardzo, bardzo tani bas. Był dosłownie z dyskontu, z Woolworth's. Pamiętam, jak kiedyś przyszedłem i John, John Rowley, jeden z zespołu Red Guitars, powiedział do mnie: "Daj spokój, Lou, zróbmy ci bardziej okrągłe brzmienie". A ja na to: "Okrągłe brzmienie? Co to jest okrągły dźwięk?" A on kręcił gałkami na wzmacniaczu. Wydaje mi się, że przed następnym koncertem przyniósł mi swój bas skrzypcowy Höfnera do pożyczenia i używałem go, dopóki nie kupiłem droższego.

Wiedzieliśmy, że „Good Technology” to naprawdę wyjątkowa piosenka. Każda inna piosenka to w całości utwór Red Guitars, który powstał w wyniku muzycznej współpracy Alana i Jerry'ego. Ale „Good Technology”, piosenka, która była pierwotnie nieco inna niż nagranie, ta esencja utworu wyszła spod ręki faceta, który nazywał się Stuart Ross, a był basistą w bardzo wczesnych początkach The Czechs., jak mi się wydaje. Była to więc piosenka nieco inna niż wszystkie, ale wszyscy wiedzieliśmy, że to fantastyczny utwór, coś naprawdę wyjątkowego.

LUCY: Jednym z najbardziej znanych głosów tego okresu jest Roland Gift. Zanim Roland trafił do Fine Young Cannibals, przeszedł przez kilka zespołów działających w mieście.

ROLAND GIFT: Z Sony przyjechał Muff Winwood. Kiedy po raz pierwszy poszliśmy zobaczyć się z nimi w ich biurach, było to trochę dziwne, ponieważ wyśmiewali się ze mnie, że przyjechałem do Hull. Bardzo lekceważąco wypowiadali się o mieście. Potem, kiedy zrobiliśmy pokaz, Muff Winwood powiedział: "Och, nie zdawałem sobie sprawy, że to o was chodzi. Nie wiedziałem." Zrobiliśmy dwa pokazy dla Londynu i Sony. Potem program telewizyjny, The Tube, który pokazywał zespoły bez angażu. Mieli być w Midlands. Wykonaliśmy więc utwór "Johnny". Nakręcili nasz występ w Zella Studios i to on stał się teledyskiem do "Johnny Come Home".

Właśnie wtedy wszystko się zaczęło nam układać.

LUCY: W październiku 1984 roku Housemartins zagrali swój pierwszy koncert na Uniwersytecie Hull, określając się mianem "czwartego najlepszy zespół w Hull" za Red Guitars, Everything But The Girl i The Gargoyles. Pod względem komercyjnym Housemartins i ich poziom byli znacznie wyżej, wydając trzy albumy z pierwszej dziesiątki i sześć singli z pierwszej dwudziestki w Wielkiej Brytanii.

The Housemartins ukształtowali się wokół teamu złożonego z autorów piosenek, Paula Heatona i Stana Cullimore'a; ten drugi odpowiedział na ogłoszenie w lokalnej gazecie. Zwięzłe i ostre teksty Heatona szybko wprowadziły ich do przeglądu hitów podczas sesji Johna Peela w 1985 roku.

The Housemartins rozpadli się w 1988 roku, a Paul Heaton i Dave Hemingway utworzyli The Beautiful South. Ich debiutancki album "Welcome to the Beautiful South" został wydany w 1989 roku, generując 3 przebojowe single, w tym “Song for Whoever,” z niepowtarzalnym początkowym wersem "I love you from the bottom of my pencil case", “Kocham cię z dna piórnika”.

DAVE WINDASS: Mówi Dave Windass. Moim zadaniem było przeprowadzenie wywiadów ze wszystkimi muzykami, których dotąd słuchałeś. Nie udało mi się jeszcze namierzyć Paula Heatona, więc jeśli na niego wpadniesz, daj mu znać...

Jest coś dziwnego w muzyce tworzonej z Hull. Pełno w niej sarkazmu, autoironii i absurdu - kaca po szubienicznym humorze, który pomagał tysiącom rybaków przetrwać trudne czasy na arktycznych wodach. Mnóstwo lewicujących tekstów, dysonans jest akceptowaną normą, i pojawia się pewna nieustraszoność, która jest możliwa tylko w pustym, lekceważonym miejscu.

Każdy port jest miastem pieśni. W tym miejscu zbudowanym nad rzeką Hull i ujściem rzeki Humber istnieje silna tradycja folku i szant. Tradycyjne pieśni nadal rozbrzmiewają w knajpach, gdzie wciąż odbywają się koncerty. Jest to tradycja, którą wykorzystali The Watersons, wróciła do niej The Hillbilly Troupe i wciąż można ją wysłyszeć w zespołach i artystach aktywnych tu i teraz.

LUCY: W pobliżu mostu Millennium Bridge idziemy wewnątrz murów cytadeli zbudowanej w latach osiemdziesiątych XVI wieku. Była to ogromna budowla o trójkątnym kształcie, której ślad pojawia się teraz w The Deep. Stare Miasto było ograniczone do zachodniej strony rzeki, a statki, które zbliżały się do portu, oglądały South Blockhouse po wschodniej stronie.

299 lat później, w 1979 roku, do Hull przeniósł się Basil Kirchin. Eksperymentalna praca Kirchina nad dźwiękiem i muzyką sięga lat 1960., a jego partytury filmowe eksplorowały jazz, orkiestrację i dźwięki z taśm. Był w stanie kontynuować swoją pracę w Hull, eksperymentując z nagraniami terenowymi, głosami dzieci i pociętymi dźwięki, a obecnie jest postrzegany jako prekursor ambientowej twórczości Briana Eno. Kirchina odkryto na nowo w 2017 roku podczas obchodów Roku Miasta Kultury w Hull, kiedy Trunk Records wznowiło wydanie jego nagrań "Quantum" i "Worlds Within Worlds”.

JONNY TRUNK: Jestem Jonny Trunk z Trunk Records. Jestem tu, by porozmawiać o Basilu Kirchinie. Przeprowadził się, wydaje mi się, że było to około 1979 roku, i ułożył sobie życie w Hull; mimo że większość czasu spędzał w domu ze swoją ukochaną żoną Esther, nadal był częścią sceny muzycznej w Hull dzięki Fairview Studios Keitha Hurda, gdzie korzystał ze studia tak często, jak to możliwe.

Myślę, że mieli taki układ, że przychodził i po prostu zajmował się swoimi sprawami, mając wokół siebie świetny zespół entuzjastów, z którymi tworzył nowoczesną muzykę, jaką słyszał w swojej głowie.

Basila znalazłem w 2003 roku, mówię znalazłem, to było dosłownie znalezisko. Zbierałem płyty przez długi czas; przez długi czas zbierałem muzykę filmową; to, co jest znane jako muzyka biblioteczna. Jeśli nie wiesz, czym jest muzyka biblioteczna, to jest to muzyka niekomercyjna. Nie trafia do sklepów, jest rozdawana wytwórniom telewizyjnym, radiowym i tym podobnym. Jest to muzyka rozdawana do taniego, ale komercyjnego wykorzystania w telewizji.

Tak rzeczy takie jak telewizyjny dżingiel z lat 1970., czyli motyw Mastermind, to właśnie fragment muzyki bibliotecznej.

LUCY: Po drugiej stronie Millennium Bridge znajduje się @thedock, dawniej znany jako Central Dock lub Southend Wharf, który został przebudowany w 1843 roku. Jest to obiekt zabytkowy, ale został sprytnie przekształcony w otwartą scenę. Przechodząc przez Centrum Innowacji Cyfrowych, Centre For Digital Innovation, możemy zobaczyć transformację miasta z gospodarki opartej na rybactwie w miasto oparte na przedsiębiorczości i innowacji. Oczywiście związek Hull z morzem, a w szczególności z rybołówstwem, pozostanie na zawsze.

Humber Street to miejsce, w którym chodniki wyłożone były owocami i warzywami z całego świata. Taczki z produktem transportowano w górę i w dół, ze znakiem papierosów Craven A po prawej stronie. Znajdująca się pod numerem 65 firma R. Wrigglesworth & Son była importerem bananów kanaryjskich, naprzeciwko dzisiejszego sklepu Dino-Star. Ogromne zmiany, które zachodziły w Hull od dawien dawna, mogą przyprawić o zawrót głowy. Jeśli już o tym mowa, sprawdź, czy jesteś w stanie znaleźć znak Reveal Hull! Jest jaskrawopomarańczowy i zawiera niespodziankę w postaci rozszerzonej rzeczywistości!

Jodie Langford i Nigel Taylor przybliżają nam współczesną scenę muzyczną i to, jak wygląda...

JODIE LANGFORD: Myślę, że Hull jest bardzo kreatywnym miastem. Wydaje mi się pełne artystów i pasji, z jaką traktuje się sztukę, muzykę i kulturę. Myślę, że wielu członków społeczności Hull jest dla mnie źródłem inspiracji i wydaje mi się, że wszyscy się wspieramy. Istnieje świetna sieć wsparcia i sądzę, że jesteśmy również takim miastem, w którym jeśli coś nie działa, to znajdujemy na to sposób, i wszyscy łączymy nasze pomysły. Gdziekolwiek bym nie spojrzała na ulicy, widzę artystów albo znajomych czy ludzi, którzy pomogli mi w mojej własnej wędrówce.

Jeśli chodzi o przyszłość, jestem po prostu podekscytowana współpracą ze Scottem. Uwielbiam być z nim w studiu i mówić "Mam parę słów, ale tak naprawdę nie wiem, co jeszcze mogę zrobić", a on tworzy bity, więc ja po prostu wydaję z nim muzykę. Chcę wydać album, tak bardzo chcę wydać album, bo to będzie moja druga epka, którą wydam, a wtedy będę miała sześć singli. Ale chcę wydać album. Chcę poszerzyć nasze występy na żywo, aby był na nich ktoś oprócz mnie i DJ-a. Chcę tancerzy, chcę szalonych kostiumów.

NIGEL 'KOBBY' TAYLOR: Obecnie pracuję nad epką z remiksami z Ebo Taylorem i zespołem Saltpond. Ebo Taylor jest również moim dziadkiem, ale jest też afrobeatowcem. Powiedziałbym, że odniósł niesamowity sukces w afrobeacie. Powierzono mi też kilka starych utworów do zremiksowania, więc robię sporo remiksów.

Więc tak, zawsze chciałem być DJ-em, ale kiedy dorastałem, nie było tak jak teraz, gdzie masz MP3 i możesz mieć kontrolę MIDI. To było po prostu drogie i naprawdę chciałem być DJ-em, ale po prostu nie było mnie stać na decki, winyle. Były za drogie. Dlatego po prostu wybrałem najtańszą opcję, czyli rapowanie, które było w zasadzie darmowe: długopis i papier, i gotowe. A potem, kiedy przyjechałem do Hull na uniwersytet, spotkałem kilka osób i ludzie mówili: "Och, byłbyś naprawdę dobry w rapowaniu, spróbuj". Myślę, że to było tylko dlatego, że mam londyński akcent i może po prostu chodziło o sposób, w jaki mówię. Więc mówili: "Och, możesz to przerobić na rap". Skończyło się na tym, że poszedłem do The Warren, przez przypadek. Spotkałem tam Stu Blackstera i Davida Hannaha. Oni pomogli mi stworzyć piosenkę. A potem zabrałem ją do domu i nie mogłem uwierzyć, że słyszę w tym utworze swój głos.

LUCY: Podtrzymywanie kariery muzycznej przez dłuższy czas może być trudne, a miejsce, w którym mieszkasz i tworzysz muzykę, może mieć na to ogromny wpływ. Oto Steve Cobby z Fila Brazillia.

STEVE COBBY: Myślę, że z ekonomicznego punktu widzenia widziałem wielu przyjaciół, którzy wyjeżdżali z miasta i naprawdę walczyli o przetrwanie w stolicy lub większym mieście, a ja myślałem sobie, że no tak, skoro Pork Recordings od razu wypaliło w Hull i wiesz, skoro mowa o mieście, to wiesz, nie dostaniesz tego w Birmingham czy gdzie indziej, więc to było fajne. Podoba mi się to, ale moje korzenie są dla mnie ważne, więc moja rodzina, dalsza rodzina, biologiczna i wszyscy moi przyjaciele nie są czymś, co spieszyło mi się porzucić. To niesamowite, jak wielu z nich wraca...

LUCY: Podczas naszego spaceru udało się nam zamoczyć palec w sześćdziesięcioletniej historii muzycznej Hull. Jeśli ci się podobało, pingnij komuś link do nas. To ciekawa podróż wśród remikserów, odnowicieli muzyki, twórców piosenek, solistów i artystów dźwiękowych. Opowiada o ludziach, miejscu, humorze, morzu, duszy, dźwięku i piosenkach.

STEVE COBBY: The Lamp okazał się dla nas naturalnym domem, na pewno, bo na noce Pork, a potem The Room mieliśmy tam przez długi czas rezydencję, kiedy jeszcze była to kawiarnia, wiesz, kiedy była to po prostu mała knajpka i pierwsze całonocne imprezy. To było wszystko bez zezwoleń, co było niesamowite. Pierwsze niezarejestrowane całonocne imprezy w Anglii odbywały się w Hull, ale nikt nie wspomina o tym w historii kultury klubowej. Jest już pokolenie, które będzie mówiło o The Room z nostalgią, ponieważ wszyscy przychodzili, wszyscy przychodzili na całonocne imprezy i to był naprawdę fajny tłum i wiesz, sety były dobre, powiedziałbym, że wiesz, ponieważ to my graliśmy. To znaczy, to był trochę bit jak Haçienda; każdy bit jest trochę ofiarą swojego sukcesu, ale kiedy jest tylko dwieście lub trzysta osób, to jest kiler, wszyscy się znają i nie możesz się doczekać, żeby tam pójść, a potem wydaje ci się, że wszystkie twoje noce były jakoś na nic, bo masz zebrać 700 osób...

LUCY: Zwartość Hull jako miasta zawsze prowadziła do powstawania kameralnych lokali i specjalnych miejsc, które stały się synonimem kwitnącej kultury muzycznej...

Miejsca takie jak The Blue Lamp, The Blue Bell i legendarne New Adelphi wspierały nowe talenty i witały z powrotem tych, którym się powiodło...

Oto Paul Sarel, obecny menedżer The New Adelphi

PAUL SAREL: Znaczenie Adelphi polega choćby na tym, że jest tu od 40 lat i nadal robimy rzeczy w duchu Jacko, a Jacko oczywiście założył klub w 1984 roku z myślą o wystawianiu nowych niezależnych zespołów i artystów. Zawsze wspierał słabszych, a my nadal to robimy i zawsze mówimy, że jeśli pojawisz się z kilkoma talerzami przypiętymi między kolanami, lirą korbową i możesz przyprowadzić kilku kolegów na koncert, a do tego powiesz mi, że to działalność artystyczna, to zaryzykujemy i zrobimy koncert, wiesz, to jest.... Jeśli tylko uważasz, że rzecz jest dobra i artystyczna, wejdziemy w to, słońce!

LUCY: I to właśnie trzymanie się lokali i specjalnych miejsc sprawia, że muzyka żyje i kwitnie.

PAUL SAREL: Angażujemy trochę młodszych osób, aby pomogły nam przekształcać się w kolejnych 5, 10, 15, a ci młodzi ludzie są pełni energii, inwestują w ideę oddolnego miejsca i niezależnej muzyki, więc pomimo obaw związanych z tym, co dzieje się w Wielkiej Brytanii i na całym świecie w tej chwili, gdzie zamykają się lokale, myślę, że mamy szczęście, że mamy naprawdę silną społeczność przychodzącą na koncerty i zaangażowaną w występy i wiesz, niech żyje Adelphi, tak mówimy.

W ostatnim czasie, w przeciągu ostatnich kilku miesięcy, widzieliśmy naprawdę niezły napływ młodych wracających na koncerty. Prawdopodobnie po, no wiesz, czasach Covid, było trochę mniej młodych ludzi, ale zaczynamy widzieć 16, 17, 18-latków, którzy również tworzą zespoły, takie jak naprawdę genialny zespół o nazwie Wench, który gra sporo koncertów.

WENCH: Mam na imię Phoebe i gram na basie w Wench. Nazywam się Sev i gram na gitarze w Wench, również śpiewam. Jestem Kit, gram na perkusji w Wench, śpiewam i dużo krzyczę.

Jak dla mnie Wench nie trzyma się żadnego gatunku, więc nie nazwalibyśmy siebie punkiem, tym czy tamtym, grunge'em czy czymkolwiek innym. Wench jest bardziej jak ucieleśnienie, jest bardziej samo w sobie jak gatunek, jesteśmy gatunkiem. Powstał z buntu i gniewu, a nasza muzyka czerpie z całego naszego doświadczenia. Opisuję ją jako wściekłą kobiecą muzykę. Jest w niej dużo kobiecego gniewu i po prostu angstu. To bardzo gniewna muzyka. Nie chcę przez to powiedzieć, że cała nasza muzyka jest wrzaskliwa. Wiele fragmentów owszem. Ale są też elementy folku, są elementy, nie wiem, naprawdę wszystkiego.

Najpierw Kit i ja poznałyśmy się na studiach. Pamiętam, że byłam na jednym z waszych koncertów. Jestem w innym zespole o nazwie Avis, gdzie jestem jak "bezwstydna wtyczka". Kit przyszedł na ten koncert, a ja powiedziałem: "Ty, jesteś w mojej klasie muzycznej". A ono na to: "Tak". A potem po prostu stworzyliśmy zespół. Ale to szalone, ponieważ przez wiele miesięcy wcześniej tworzyłam zespół pełen kobiecej wściekłości. Chodziłam po uczelni i pytałam: "Cześć, grasz na jakimś instrumencie?". Nie miałam przyjaciół. Zaczęłam studia jakiś miesiąc później. Po prostu podchodziłam do każdego, kto wyglądał interesująco. Kto po prostu wyglądał na trochę muzykalnego, nawet jeśli miał tylko słuchawki na uszach!

Jesteśmy w trakcie nagrywania singla z The Warren, który ukaże się w niedalekiej przyszłości. A mówiąc o The Warren, kochamy cię Warren! Kochamy cię Warren! Otrzymaliśmy również dofinansowanie z PRSF, co oznacza, że do marca nagramy minimum trzy utwory

Tak. Więc jakie są plany zespołu? Chcę pojechać do Londynu, Manchesteru. Odnieść sukces. Glastonbury. Tak, śmiejesz się, ale... W przyszłym roku, w przyszłym roku. Ale tak, zdecydowanie naszą ambicją jest granie na festiwalach. Naprawdę chcemy dotrzeć do innych miast i tego typu rzeczy. Myślę, że byłoby świetnie wyjechać. To jest bardzo, bardzo duże marzenie. Fajnie byłoby pojechać na przykład do Tokio. A może nie? Po prostu lubię całą japońską kulturę i w ogóle. Czuję, że dla Wench byłoby to świetne. To byłoby niesamowite. Wiem, Ameryka! Chcę podróżować po świecie z Wench. To jest moje marzenie. W ciągu najbliższych pięciu lat chcę dotrzeć na inny kontynent. Tak. W ciągu najbliższych pięciu lat. Tak, to byłoby bardzo fajne. To wykonalne.

Myślę, że kolejną dobrą rzeczą w Wench, lub w tym, co próbujemy zrobić, jest to, że próbujemy powiedzieć, że kobiety należą do sceny muzycznej tak samo jak mężczyźni. Jeśli jesteś kobietą, grasz na instrumencie i chcesz być w zespole, zrób to.

PAUL JACKSON: W zasadzie, za każdym razem, gdy na świecie pojawia się nowa piosenka, świat trochę się zmienia. Kiedy na świat trafia kilka szczególnie dobrych piosenek, są one w stanie zmienić go całkiem mocno. Na przykład, kiedy Bob Dylan wędrował ze swoimi piosenkami, robił wszystko, by delikatnie popchnąć świat w dobrym kierunku, podczas gdy wiele rzeczy układało się, by popchnąć go w złym kierunku. Myślę, że muzyka jest bardzo ważna. Jedną z rzeczy, które należy zachować, które powinny być uważane za święte w kategoriach sztuki, jest ludowa tradycja młodych ludzi piszących o świecie, w którym żyją i ich relacjach w jego obrębie.

Lubię myśleć, że Adelphi właśnie to reprezentuje i że zawsze będzie miejscem, w którym młodzi będą mogli czegoś takiego doświadczyć. Myślę, że to dobra i bardzo korzystna rzecz dla młodych ludzi. Nie ma zbyt wielu miejsc, które by ich do tego zachęcały.

LUCY: Ktoś mi kiedyś powiedział, że między Liverpoolem a Sankt Petersburgiem są tylko dwa stopy i oba znajdują się w Hull! Cóż, możemy się z tym zgodzić, jeśli zachęci to więcej ludzi do zatrzymania się na chwilę, prawda?

Zrób sobie może teraz chwilę przerwy i spójrz na dok lub na drogę A63. Ładnie pokrywa ją deszcz. Zrób selfie, jeśli chcesz. Oznacz je hashtagiem #revealhull

CHŁOPIEC JEDEN BEATS BUS: Co oznacza dla ciebie Hull?
KOBIETA: Wszystko, wszystko...
CHŁOPIEC JEDEN BEATS BUS:Co ci się w nim podoba?
CHŁOPIEC DWA BEATS BUS: Tak, co ci się podoba w Hull?
KOBIETA: Cóż, kiedyś pracowałam w przemyśle rybnym, dawno temu. Pracowałam w fabryce ryb, chodziłam po tej drodze jak jo-jo!

LUCY: Co to jest Hull, pytaliśmy ich wszystkich!

ROLAND GIFT: Hull jest jak stary płomień...

PAUL SAREL: Hull to niepodległość, prowizorka, Low-Fi, High-Fi, Disco-Floor-Fi.

COSEY FANNI TUTTI: Hull jest absolutne. Myślę, że jest wyjątkowe. Każdy tak mówi o swoim mieście, ale myślę, że Hull jest szczególne.

LOU DUFFY HOWARD: Hull oznacza bycie pewnym siebie i robienie własnych rzeczy.

NIGEL 'KOBBY' TAYLOR: Londyn jest fajny. Jest zajęty. Szybkie tempo. A Hull jest po prostu przyjazne.

JODIE LANGFORD: Hull jest jak piątka, którą znajdujesz w kieszeni starej kurtki.

ELIZA CARTHY: Jak myślisz, tato, czym jest Hull?
MARTIN CARTHY: To sklep z frytkami gdzieś 60 mil wzdłuż bocznej linii kolejowej; robią je jak lubią, a ty lepiej nie zapominaj o tym!

WENCH: Hull wcale nie jest aż tak dobry w transporcie! (śmiech).

LUCY: Hull to miejsce, w którym nikt nigdy nie pozwoli ci pić samemu. Jestem Lucy Beaumont, narratorka i również pochodzę z Hull! Na tym koniec...